Internet działa w Polsce dopiero piętnaście lat! Jednak przemiany jakie dzięki niemu zaistniały są wręcz niewyobrażalne – szczególnie w zakresie szeroko pojmowanej komunikacji społecznej.
Generalizując możemy powiedzieć, że zniknął już problem braku komunikacji! Internet dotarł do praktycznie każdego zakątka ziemi, omijając granice, zasieki reżimów i moralne zapory. W miejsce tego problemu pojawił się moim zdaniem jednak nowy i to taki, który może wstrząsnąć posadami naszej kultury – to problem jakości komunikowania! Warto więc spojrzeć na Internet jako medium, które wkrótce całkowicie opanuje wszystkie kanały komunikacji i zacznie kształtować człowieka omal od dnia jego urodzin. Czym więc jest? Jakimi zasadami się rządzi? Czy możemy mówić o etyce w Internecie?
Internet wymyka się wszelkim próbom zdecydowanego określenia, czym jest. Szczególnie w ujęciu aksjologicznym ta niewyobrażalna i praktycznie nieskończona wręcz przestrzeń, nie wygenerowała uniwersalnego i akceptowanego ogólnie systemu moralnego, który mógłby stanowić fundament jej funkcjonowania i rozwoju.
Nawet w warstwie semantycznej próby nazwania tego zjawiska jawią się bardzo ubogo – np.: „światowa pajęczyna”, raczej wywołuje uczucie niepokoju niż określa zjawisko. Problem pojawia się już na etapie podejmowania decyzji czy pisząc słowo „Internet” powinniśmy użyć małej, czy dużej litery?
Czy Internet jest zbiorowością? Może jedynie w ujęciu matematycznym jako zbiór. Ale nie jest to zbiór stały. W każdej sekundzie dynamicznie się przeobraża, co ma bezpośredni wpływ na stan świadomości uczestników tego przyporządkowania. W chwili otwarcia każdej, kolejnej strony www, dociera do nas zindywidualizowany przekaz pochodzący od jednostki. Nie funkcjonuje tu prawidłowo nawet pojęcie grupy. Przekaz pochodzący nawet od licznej związanej ze sobą grupy osób w „kosmicznym” wymiarze Internetu dociera do nas jako pojedynczy, zatomizowany sygnał.
Historia człowieka, to także historia poszukiwań etycznego ładu i wynikającej z niego moralności regulującej życie społeczne. Przez długi czas moralność ta opierała się na społecznej funkcji wiary religijnej. Wiek XVIII i XiX, to czas, kiedy z koncepcji prawa naturalnego oraz teorii umowy społecznej wywiedziono koncepcję o społecznym pochodzeniu norm etycznych. Wiek XX, to już czas kwestionowania wszelkich norm – niezależnie do źródła z jakiego miałyby pochodzić – i wskazywania wolności jednostki, jako priorytetu nadrzędnego. Objawiło się to już także na obszarze prawa. Kwintesencją tej postawy jest ogólne przyjmowanie zasady, że co nie jest nielegalne, nie jest też niemoralne. Jeżeli czegoś prawo nie zabrania, to od innych ludzi oczekuje się tolerowania tego co jednostka uważa za konieczne, aby korzystać ze swojej wolności!
To oczekiwanie jest podstawą funkcjonowania Internetu. Wkraczając w jego przestrzeń, wnosząc doń piękno i dobro musimy akceptować fakt współistnienia ze złem i brzydotą. Akceptacja tego kompromisu (często nie do przyjęcia w życiu realnym) jest warunkiem naszego uczestnictwa. To dualistyczne podejście ma dla nas jednak fatalne skutki. Stopniowo akceptujemy coraz więcej.
Powoli możemy też dostrzec zmierzch koncepcji takich jak teoria „globalnej wioski” Mc Luhana. Według nich łatwość kontaktowania się, miałaby sprawić, że ludzie zbliżą się do siebie i stworzą jedną, wielką społeczność. To smutne, ale alienacja, zerwanie więzi międzyludzkich, utrata tożsamości, autodestrukcja i rozpad rodziny występują szczególnie tam, gdzie nastąpił największy rozwój Internetu. Został on zaprojektowany jako narzędzie do kierunkowego przesyłania danych naukowych, a stał się już niezależnym bytem, gdzie etyczne granice moralności wyznacza jedynie indywidualne poczucie wolności jednostki.
O zawrót głowy przyprawia też fakt, że patrząc na Internet w ujęciu deontologicznym dostrzeżemy, że milionom ludzi nie udało się wygenerować zbioru uniwersalnych zasad regulujących współistnienie on-line. Pojawiające się czasami próby tworzenia „dekalogu internauty” z zasadami typu: „nie hakerom i piractwu”, „nie wysyłaj spamu”, itp. – mają jedynie usprawnić funkcjonowanie tego medium i są nadużyciem wobec ich kreowania jako norm moralnych.
Czy jest więc jakiś sposób na „ujarzmienie” Internetu? Być może takim sposobem jest nasz udział w tym zjawisku i kreatywne działanie na jego obszarze. Każdy z nas wrzucając w przestrzeń Internetu odrobinę dobra, lub choćby wołanie o nie – czyni go lepszym!
Tysiące wystawców, setki tysięcy zwiedzających!
Tradycyjnie na początku roku, w Berlinie odbywa się kolejna edycja Międzynarodowej Giełdy Turystyki ITB. Imponująca impreza jest organizowana na terenach wystawowych Targów Berlińskich (Messe Berlin). ITB to spotkanie przedstawicieli branży turystycznej z całego świata. Jest to też miejsce promowania państw i regionów dla których turystyka stanowi ważną część lub nawet podstawę produktu narodowego.
W imprezie biorą udział międzynarodowe, krajowe i regionalne organizacje turystyczne, firmy hotelarskie, touroperatorzy, biura podróży, oraz firmy pracujące na rzecz przemysłu turystycznego takie jak: przewoźnicy, wydawnictwa, firmy ubezpieczeniowe i wiele innych. Jest to także miejsce chętnie odwiedzane przez specjalistów, studentów i naukowców. Można tutaj zapoznać się z najnowszymi, obowiązującymi aktualnie trendami turystyki światowej. Tu też można wysnuć prognozy dotyczące rozwoju tej branży, która coraz bardziej decyduje o światowej ekonomii i stylu życia ludzi.
Pierwsze dwa dni to spotkania branżowe, konferencje i czas nawiązywania kontaktów biznesowych. Na powierzchni ponad 82 tysięcy metrów kwadratowych prezentowana jest cała różnorodność i koloryt świata. Nie tylko walory środowiska naturalnego ale również lokalna kultura i folklor – czynniki, które coraz bardziej wpływają na decyzje, jakie przychodzi nam podejmować planując urlop. To gigantyczne “targowisko urody świata” jest również miejscem bezpośredniego spotkania z klientami i sprawdzenia jaką wartość przedstawia oferta wystawców.
Berlińską giełdę turystyczną odwiedza co roku ponad pół miliona gości. Tradycyjnie są to berlińczycy, mieszkańcy Niemiec, krajów ościennych i turyści z całego świata. Że jest to popularny kierunek może świadczyć oferta naszych krajowych biur podróży, które oferują specjalne wycieczki na ITB do Berlina. Jest to jednak wyprawa wymagająca dużej wytrwałości i kondycji. Dzięki relatywnie dobrym połączeniom komunikacyjnym dotarcie do Berlina nie sprawia żadnych trudności. Jednak po wkroczeniu na teren targów pojawia się uczucie podobne do tego jakie towarzyszy nam przy suto zastawionym, weselnym stole – jak to przełknąć? I nie jest to problem braku apetytu. Koloryt i różnorodność - oryginalność i ogrom tej oferty sprawiają, że niezwykle trudno wybrać kierunek zwiedzania. Jedno jest pewne – wszystkiego zobaczyć się nie uda!
Pierwszym problemem jaki się pojawia, to nawigacja. Ogromny obszar i kilka poziomów sprawiają, że każdy przyjeżdżający tu po raz pierwszy, musi opracować własną “metodę” zwiedzania i dokonać z bólem serca selekcji ekspozycji. Kiedy już tego dokonamy warto na najbliższym stoisku zaopatrzyć się w mocną torbę, w której będziemy gromadzić nasze trofea. A są to przewodniki, mapy, foldery, plakaty, gadżety, wizytówki i wiele innych produktów wspierających funkcjonowanie tej branży. Jest to nie tylko materiał “naukowy” służący nam potem do planowania podróży i analiz, ale również pamiątka z wycieczki – bo tak również trzeba traktować pobyt na ITB.
Jest to zjawisko samo w sobie. W jednym miejscu i jednym czasie możemy spotkać Papuasa z Nowej Gwinei, popijać sake z Japończkiem, tańczyć z piękną Kubanką, sfotografować się wspólnie z Miss Deutschland, …
Obserwując wystrój poszczególnych stoisk, czy też całych kompleksów wystawienniczych, można nie tylko zlokalizować geograficznie dany region, ale też wysnuć refleksję na temat fantazji i temperamentu narodowego wystawców. Jednak nie ogrom i designerska poprawność decydowały o popularności. Doskonałą ilustrację tej tezy mogą stanowić tłumy przy maleńkich stoiskach wystawców z Ameryki Południowej i pustka przy ogromnym, czerwonym stoisku Szwajcarii.
Wędrując w wielkim tumie przez bezmiar berlińskich targów, można zaobserwować szereg sposobów prezentacji oferowanych produktów. Od tradycyjnych stoisk z wydawnictwami do mobilnych instalacji multimedialnych. Doskonałym sposobem na zwrócenie uwagi są występy zespołów muzycznych i tanecznych oraz prezentacja żywego folkloru. Trudno nie zwrócić bowiem uwagi na postać ubraną w stój historyczny, autentycznego Indianina, czy też na piękną damę wyglądającą jak cesarzowa Sisi. Jednak i tu widać także pieniądze. Przepych na stoiskach niektórych krajów arabskich z reguły nie pozostawia żadnych wątpliwości w tym zakresie.
Odwiedzając ITB można dostrzec jakie grupy klientów są celem organizatorów turystyki. W przeciwieństwie do obserwacji jakich można dokonać na naszym krajowym rynku, trzeba stwierdzić, że daleko posunięta segmentacja rynku turystycznego jest tendencją światową. Ogromna oferta skierowana wyłącznie do młodzieży, a nawet specjalistyczne biuro podróży dla gejów i lesbijek mogą to potwierdzać.
Żałować jednak trzeba, że tak w trakcie targów turystycznych jak i w świadomości ludzi na świecie nie zaistniało takie zjawisko jak kultura słowiańska – postrzegana jako zjawisko całościowe. Niezależnie od dyskusji – od jak dawna jesteśmy w Europie, to jednak wspólnota narodów słowiańskich różni się temperamentem, kulturą, widzeniem świata i doświadczeniem historycznym od reszty naszego globu. A mamy przecież do zaoferowania niezwykle ciekawe miejsca, tradycję i kulturę które mogą stać się przebojem turystycznym na całym świecie.
Dzwonią dzwoneczki, lśniące płatki śniegu pokryły choinkę rozbłyskującą kolorowymi światełkami. Rodzina przy wigilijnym stole uśmiecha się ciepło do siebie. Tradycyjne, polskie Święta Bożego Narodzenia.
A za oknem słońce, zielona jeszcze trawa pokryta żółtymi liśćmi, można się opalać. Dwudziesty dziewiąty październik – na ekranie telewizorów pojawia się „bożonarodzeniowa” reklama znanego na całym świecie napoju. Rozpoczął się świąteczny wyścig wyszczerzonych Mikołajów. Walka o rząd dusz, bitwa o portfele klientów!
Mamy wolny rynek i pełne półki, na których możemy wybierać i przebierać do woli. Często nie zdajemy sobie sprawy, że w rzeczywistości jesteśmy marionetkami, a za sznurki pociąga armia specjalistów – psychologów, socjologów, ekspertów w dziedzinie marketingu i reklamy. Sprawnie nami manipulują wykorzystując nasze słabości: ciekawość, chciwość, próżność, snobizm – ale też najlepsze uczucia i zachowania ukształtowane w dzieciństwie, w rodzinie. Jest rzeczą zrozumiałą, że w tak zwanym okresie świątecznym, zdecydowanie chętniej wydajemy pieniądze, że stajemy się łatwym łupem handlowców, którzy czasami przez cały rok szykują się na tą okazję. Warto się jednak zastanowić, czy stacja benzynowa udekorowana świątecznie sprzedaje więcej benzyny? A szkoła obwieszona lampkami w połowie listopada – czy uczy na wyższym poziomie? Czemu ma służyć uruchomienie stacji radiowej (na razie amerykańskiej) nadającej muzykę i piosenki„świąteczne” przez całą dobę (w internecie: http://www.shoutcast.com/waradio.phtml?genre=Classic%20Jazz).
Pojawia się też druga skrajność. Zakaz zamieszczania informacji o śpiewaniu kolęd i naukach bożonarodzeniowych wydano w Buckinghamshire, w Anglii. Uznano, że jest to próba preferowania jednej religii. Informacja umieszczona na plakacie znajdowała się na tablicy w bibliotece miejskiej. Plakat miał informować o dziewięciu naukach, śpiewaniu kolęd i Pasterce. Umieszczono jedynie daty i godziny, nie było zachęcania do przyjścia. Informacje przygotowała Bridget Adams, członkini chóru, która wybrała bibliotekę publiczną, wiedząc, że wiele osób, które nie chodzą regularnie do kościoła, mogą się zainteresować śpiewaniem kolęd. Plakat zaakceptowano, ale po tygodniu został zdjęty. Bibliotekarka wyjaśniła, że zamieszczenie takiej informacji byłoby przejawem dyskryminacji i naruszałoby prawo do wolności wyznania, poglądów i orientacji seksualnej – poinformował "Daily Telegraph".
ho ho ho, Santa Claus is coming to town...
... a ja uwielbiam święta i całe te przygotowania, nastrój przedświąteczny... święta dla mnie to kolędy, pachnące ciasto, choinka, rodzina, śnieg...... dlatego, że są tylko raz w roku są takie niepowtarzalne, czekam na nie za każdym razem jak dziecko....
Ta opinia jednego z internautów, jaka pojawiła się w trakcie dyskusji o formach świętowania na forum Onetu, staje się już archaiczna. Szczególnie Święta Bożego Narodzenia są dla wielu z nas już tylko fasadą, za którą kłębią się hipermarketowe wózki pełne niepotrzebnych gadżetów.
Co roku, z coraz większą siłą, w nasz świat wkrada się obłuda i fałsz. Zaczynamy akceptować sytuację, w której nasze życie powinno być jednym, nieustannym świętowaniem. Doczekaliśmy czasów, w których Mary Christmas to jedynie żona Świętego Mikołaja!
© Piotr Wojnarowski 2006